O Wspomnieniach Seniorów

W styczniu 2019, już po raz drugi, Wawerska Rada Seniorów zorganizowała konkurs „Zapytaj babcię, zapytaj dziadka”. Konkurs miał na celu zbliżenie pokoleń, a konkretnie – skłonienie wnuczek/wnuczków do posłuchania wspomnień ich dziadków. Uczennice i uczniowie zostali poproszeni o przeprowadzenie wywiadu z babcią lub dziadkiem. Do wyboru był jeden z dwóch tematów: „Ważne wydarzenie w moim życiu” lub „Wspomnienie z lat szkolnych”. W wyniku tej rozmowy  miało powstać  opowiadanie.

Plon konkursu przerósł nasze oczekiwania. Zarówno liczba nadesłanych prac (około 150) oraz to, że większość z nich była bardzo interesująca, pozwala ocenić konkurs jako udany.       

Lektura nadesłanych tekstów nasuwa dość nieoczekiwane konkluzje. Otóż seniorzy (w wieku lat 90., 80., 70. i 65+.), wspominając swoje lata szkolne, na ogół uważają, że były one wspaniałe, radosne, szczęśliwe. Jeżeli biedne, to przynajmniej wszyscy równo tę biedę dzielili, jeżeli nauczyciele bili, to kary cielesne miały pozytywny wpływ na wychowanie dzieci, pomagały utrzymać porządek i dyscyplinę. Dzisiejsza aprobata dla dawnych kar cielesnych, wiejąca z niektórych wypowiedzi, ma zapewne w podtekście sprzeciw wobec dzisiejszego „rozwydrzenia” dzieci i młodzieży, lekceważenia nauczycieli. Kilkadziesiąt lat temu nie zdarzało się, aby rodzic miał pretensje o „łapy”, czy klęczenie w kącie, o słynne „kozy” po lekcjach, gdy przepisywało się po sto razy jakieś umoralniające zdanie. Nie było zwyczaju brać strony dziecka, co dzisiaj jest regułą.

Z perspektywy dziesięcioleci nasze dzieciństwo wygląda inaczej. Wzruszamy się rygorami, które kiedyś były tak uciążliwe! Mam na myśli stroje i tarcze. Ówczesne wymogi w tym zakresie wydawały mi się wówczas (i teraz) zgoła niepotrzebną udręką. Te fartuszki granatowe lub czarne, ciągle pogniecione, które trzeba było codziennie prasować! Te kołnierzyki, które codziennie trzeba było odpruwać, prać i znów przyszywać, te tarcze, nierówno przyszyte, odpruwane do prania, przeszywane na płaszcze, gdy zgubiło się drugi egzemplarz! Chwalenie, że śliczne to było, dobrze wyglądało na zdjęciach, że na co dzień uniform skrywał biedę, to tylko mała część prawdy. Kto bogatszy, bardziej pomysłowy i obrotny w minionej gospodarce niedoboru, zdobywał dla córeczki lepszą satynę na fartuszek, nylonowy lub koronkowy kołnierzyk, modny pasek, ładne guziki. Tych bogatszych uczniów można też było poznać po lepszych pończochach (tak, tak, nosiło się te pasy ze sprzączkami), po butach od prywaciarza, po ładniejszych kokardach, bluzeczkach wystających z dekoltu, czy spódniczek z dołu fartucha. Różnicowały też uczniów szkolne przybory – teczki, piórniki, wieczne pióra, długopisy. W czasach szkolnych uniform był oczywistą koniecznością. Obecnie jest już tylko zapamiętanym wymogiem opresyjnej szkoły. Nostalgia za utraconym bezpowrotnie dzieciństwem wszystkie te udręki czyni znośnymi, a nawet…..  miłymi sercu.

Z nadesłanych opowieści potężnie wieje właśnie nostalgią. Oczywiście nie za biedą, długą i trudną drogą do szkoły, strasznymi szkolnymi ubikacjami, pyłochłonem na czarnej podłodze i karami za brzydkie pismo – ale za szczęśliwym czasem beztroski (małej troski). Ów stan okazuje swe walory dopiero po latach, w zestawieniu z troskami dorosłej egzystencji, a zwłaszcza starości. Nadzieje na ciekawe, szczęśliwe i zasobne życie, jakie mieliśmy nawet w czasach wojny i prawdziwej nędzy, zestawiamy z dzisiejszymi nadziejami. Jakież one są? Podejrzewam, że my, seniorzy w późnych latach życia, możemy tylko oczekiwać, że nie zostaniemy w potrzebie opuszczeni przez wnuki. Te wnuki, które dzisiaj deklarują nam miłość, a przynajmniej zainteresowanie. Nawet gdy jest trochę podszyte chęcią otrzymania dobrego stopnia za wywiad z babcią czy dziadkiem.

Barbara Wizimirska

(skrócony tekst felietonu, który ukazał się w piśmie Między nami Aninianami.

Udostepnij:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

101 Liczba wyświetleń wpisu